Ogrodzienieckie Wrota Czasu

Po roku ponownie odwiedziliśmy ruiny zamczyska w Ogrodzieńcu. I tak jak rok temu wpadliśmy w wir epok, strojów i nowych twarzy.




Ci z Was, dla których nie jest to pierwszy czytany post na tym blogu, mogą pamiętać moją relację z zeszłorocznej imprezy (wtedy nazywała się jeszcze Odyseją Historyczną). W tym roku zmieniła szaty, ale bawiliśmy się równie dobrze- a może nawet lepiej.

Na majdanie zamczyska stawili się: milites Rogatvs, Lvpvs, Triarivs (wszystko weterany i zakazane gęby), tiro Postvmvs (wciąż pracuje nad gębą) oraz Nasze urocze damy: Livia i Fvria. Tę jakże malowniczą grupę dopełniał Wasz skromny korespondent. Jeśli chodzi o inne grupy to otworzyły się przed zwiedzającymi istne Wrota Czasu. W reprezentowaniu Antyku dzielnie sekundowali nam Galowie z Terra Celtica, następnie szli wczesnośredniowieczni wojowie, rycerstwo zakonne z Ziemi Chełmińskiej, XVII wieczni Sarmaci, polska piechota z czasów saskich, powstańcy wielkopolscy, żołnierze Września 1939 oraz członkowie powojennej partyzantki.

Zwarte szeregi oddziałów... Fot. Aleksandra Jaszczak



Formuła pozostała niezmieniona: obozowiska różnorakich grup sąsiadują ze sobą nie bacząc na chronologię, każdy ma ok 30- 40 minut na mały pokaz swych umiejętności, ekwipunku i zainteresowań. Przez resztę dnia rekonstruktorzy są dostępni dla co bardziej ciekawskich zwiedzających. Ponownie organizatorzy ustanowili też Godzinę Chaosu Historycznego- wymieszano ekwipunek różnych grup, a turyści wzięli udział w zabawie polegającej na wychwyceniu tych nieścisłości. I tak np. Rycerze Zakonu NMP Domu Niemieckiego w Jerozolimie (znani szerzej jako Krzyżacy) paradowali w Stahlhelmie (też teutoński hłe, hłe) a my zwiększyliśmy siłę ognia dzięki Pistoletowi Pulemiotowi Szpagina- 41 (znanemu szerzej jako pepesza ).


Legionista rzymski z perspektywy podbitych ludów. Fot. Aleksandra Jaszczak

Prawdziwe cuda wyprawiała pogoda. Sobota zaczęła się niewinnie by w godzinach popołudniowych zaskoczyć Nas całkowicie (czyli tylko udawała niewiniątko ). W przeciągu kwadransa niebo zaszło ciężkimi, burzowymi chmurami, a na Nasze głowy lunął prawdziwie biblijny deszcz. Sam Jowisz miotał błyskawicami w pobliskie wzgórza. Mogliśmy się poczuć jak żeglarze na okręcie miotanym sztormem, z tym, że zamiast żagli łopotały poły namiotu, a maszty zastąpiły belki podpierające Nasze schronienie. Burzę jednak przetrwaliśmy, co mokre zostało wysuszone. Kolejny dzień natomiast przywitał Nas słońcem i nie puszczał aż do zakończenia imprezy. Dopełniłem tradycji i jak zwykle strzaskałem się straszliwie :)

To co piękne szybko się kończy; impreza dobiegła kresu, pożegnaliśmy się i rozjechaliśmy się do domów- Ja wraz z Rogatvsem przy akompaniamencie głosu boskiego Elvisa.

Chciałbym bardzo podziękować kolegom którzy z dumą reprezentowali wraz ze mną XXI- powtórzę to co powiedziałem Wam wcześniej: dobra robota!
Także Nasze drogie Panie: bez Was ten weekend nie miał by takiego powabu i nie przywoływałby uśmiechu na samo wspomnienie Waszego towarzystwa!
Cieszę się też bardzo, że poznałem ludzi z innych grup; tu szczególne dzięki dla fraucymeru Garnizonu Twierdzy Częstochowa! (spokojnie przekabacamy je na antyk ;) ) oraz Celtom z którymi w przykładnej koegzystencji dzieliliśmy czas sceniczny.
Brawa także dla orgów którzy pomimo strat w namiotach nie stracili pogody ducha.

Do zobaczenia za rok!

W sobotę przeżyliśmy najazd bardzo miłej fotograficznej ekipy. Ich pracę możecie podziwiać w tej fejsbukowej galerii. Oczywiście muszę mieć zdjęcie z michą :)

Zdjęcia do artykułu wyszły z rąk Furii- serdeczne dzięki raz jeszcze!

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Ratzeburg

Pvgio