Z biblioteczki legionisty II

Moja legionowa biblioteczka powiększyła się ostatnio o dwie ciekawe pozycje. Zapraszam Was do lektury moich krótkich recenzji.

Przybory do pisania z fresku pompejańskiego.


Pierwszą książką jest wznowione przez wydawnictwo Napoleon V Studium nad bitwą Ardanta du Picq. Autor był francuskim oficerem, weteranem licznych kampanii w drugiej połowie XIX w., a także teoretykiem wojskowości. Jego przemyślenia, zebrane i wydane już po jego śmierci wykraczają ramami czasowymi znacznie poza okres jego służby wojskowej. Oprócz czasów dla autora współczesnych pojawia się antyk, średniowiecze i czasy dominacji broni czarnoprochowej. du Picq był bodajże pierwszym autorem piszącym w nurcie "face of battle" - dzisiaj zupełny standard, jednak wtedy absolutna awangarda.

Pomimo zmieniającej się taktyki walki oraz uzbrojenia, dla autora najważniejsza jest zawsze psychika żołnierza i jego morale na polu bitwy. Lektura "Studium... " zmieniła w pewnym stopniu moje wyobrażenie tego, jak mogła wyglądać bitwa w starożytności (w książce na podstawie Kanny i Farsalos ). Przede wszystkim niezwykle cenne spostrzeżenie- żołnierz chce zwyciężyć w bitwie nie dla jakiegoś szczytnego celu, ale po prostu dla tego, że chce jak najkrócej pozostawać w sytuacji zagrożenia życia. Liczy się spójność moralna oddziału i jego zimna krew; liczba ma znaczenie drugorzędne, w niektórych przypadkach może nawet być przeszkodą. Manewr okrążający nie tyle skłania wroga do stworzenia nowego frontu i podzielenia sił, co do wywołania paniki stanem otoczenia. Stwierdzenie, podawane przez autora z ogromną pewnością, że do walki wręcz dochodzi niezwykle rzadko było dla mnie sporym zaskoczeniem. Ma ono jednak głęboki sens. Zawsze jeden z oddziałów "spęka" i zacznie się cofać. To dlatego mamy przykłady gigantycznych strat uciekających i minimalne zwycięzców. Ciekawym jest też  stwierdzenie, że nigdy nie walczą wręcz więcej niż dwa szeregi. Reszta obserwuje i ew. zmienia walczących. To także w tylnych szeregach dochodzi najczęściej do paniki. Żołnierze są bowiem wystawieni na działanie stresu pola walki ("silnych wzruszeń" du Picq'a) a jednocześnie nie są w stanie go rozładować. Nie dochodzi też nigdy do skłębienia walczących (kłania nam się każda scena batalistyczna w kinie :) ) bowiem człowiek który nie wie skąd spodziewać się ciosu będzie dążył do tego by sformować linię ze swoimi towarzyszami, bądź rzuci się do ucieczki. Podobnie sytuacja wygląda w przypadku kawalerii. Wg autora nigdy nie dochodzi do sytuacji w której dwie masy kawalerii bądź piechoty i kawalerii zderzają się ze sobą! Zawsze jedna z nich zacznie się cofać- w wypadku piechoty oznacza to rzeź, kawalerzyści mają szanse przeżyć, stąd też znacznie niższe straty jeźdźców.

Uwagi autora dotyczące antyku i te uniwersalne interesowały mnie najbardziej. Nie znaczy to, że w temacie bitew "nowoczesnych" nie miał on nic do powiedzenia. Wręcz przeciwnie, postulaty aby zmienić ustawienie wojsk z liniowego w tyralierę, zaprzestać używania kolumny trakcie szturmu, czy wreszcie zwrócenie uwagi na to, że kolor mundurów powinien maskować żołnierza (słynne czerwone spodnie) są dobrze przemyślane. To, że się nie ziszczą zemści się straszliwie na narodzie francuskim w trakcie I Wojny Światowej. Sam autor tego nie doczekał. Zmarł w wyniku ran odniesionych w czasie wojny francusko- pruskiej, w 1870 roku.

Jeśli chodzi o kwestie techniczne: książka wydana jest w miękkiej oprawie, liczy sobie 134 strony. Brakowało mi choćby krótkiego życiorysu autora- nie ma nawet krótkiej wzmianki. Ktoś nieobeznany z historią wojskowości, a sięgający po książkę dla jej przemyśleń psychologicznych może się poczuć zagubiony. Razi też nieciekawa okładka z wizerunkiem rzymskiego reko- ludka. Uciążliwy może być dla niektórych archaiczny język. Pomimo tych wad i wieku książki (pewne problemy się po prostu zdezaktualizowały, w paru miejsca autor nie ma po prostu racji ) polecam ją każdemu z czytelników zainteresowanych tematem.

Drugą książką którą ostatnio przeczytałem jest nowość wydawnictwa Osprey (w Polsce także Napoleon V) Rzymskie oddziały w prowincjach zachodnich (1) 31 przed Chr.- 195 po Chr. autorstwa Raffaele D' Amato i ilustracjami Raffaele Ruggieri. Autor w ciekawy sposób polemizuje w niej z wizerunkiem żołnierzy rzymskich utrwalonym w popkulturze i świadomości badaczy oraz rekonstruktorów. Odrzuca standaryzację w postaci legionistów ze scutum, segmentowym pancerzem i żołnierzy posiłkowych w kolczudze i z płaską tarczą. Dostrzega liczne elementy lokalne w stroju i uzbrojeniu wojsk stacjonujących w różnych prowincjach. D' Amato ma talent w znajdowaniu i prezentowaniu rzeźb i znalezisk które nie są powszechnie znane. Nawet ktoś kto siedzi w temacie może znaleźć artefakty których nie widział wcześniej. Autor nie uchronił się jednak przed błędami. Z uporem godnym lepszej sprawy lansuje on (podobnie jak w poprzednich swoich pracach) tezę o skórzanych pancerzach, zupełnie zresztą bezpodstawną. Nadinterpretuje też często mocno uszkodzone przedstawienia.

Jak to zwykle w zeszytach Osprey' a bywa możemy liczyć na kolorowe plansze z poszczególnymi sylwetkami żołnierskimi. Tu muszę pochwalić jakość rysunków. Po paskudnych ilustracjach w poprzedniej publikacji (wstydź się Seanie O' Brogain!) dostajemy całkiem ładne ilustracje. Nie jest to Angus McBride ani Gerry Embleton, ale i tak widać poprawę. Niestety w trakcie lektury wychwyciłem liczne błędy i niezgrabności w tłumaczeniu. Gadius pompeii przetłumaczono słusznie jako typ pompejański, jednakże typ Mainz pozostał Mainzem,, pomimo tłumaczenia nazwy miasta na Moguncja w innych częściach tekstu. Czepię się też tłumaczenia zwrotu standard bearer który przełożono dosłownie na nosiciela znaku... Takich błędów znalazłoby się jeszcze parę. Jednakże po uprzednim oddzieleniu ziarna od plew, "Rzymskie oddziały..." pozostają całkiem ciekawą lekturą.


Zdjęcie fresku z Pompei, obecnie w muzeum w Neapolu. Ściągnąłem je z tego pina- dostęp 05.03.2017

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Ratzeburg

Pvgio